Potem, nie przestając
Potem, nie przestając rysować, skupił się na malarstwie olejnym. Zaczęła się seria surowych jeszcze autoportretów i martwych natur. Problemy plastyczne, które go w danej chwili pochłaniały (jakaś gra tonów ciepłych i zimnych, jakieś rozłożenie walorów), tkwiły jasno widoczne w obrazach, nie zawsze jeszcze przetopione w szlachetną harmonię. Ale rozwijał się szybko i nieustannie. Ważnym etapem był zlot malarzy, który urządził w Sandomierzu. Wymagające jury - z Wolffem na czele - bardzo dobrze oceniło jego obrazy. To był mocny bodziec. Pisał wtedy do mnie: ?Grunt to praca! Zrywam z apostołowaniem." W rzeczywistości nigdy z ?apostołowaniem" zerwać nie umiał. Zdobywczo chłonął świat, ale dawał w zamian całego siebie. Wymianę wartości między ludźmi, wymianę dynamiczną uważał za rzecz konieczną, zasadniczą. Robił mi kiedyś wymówki - chodziło o wspólnych naszych przyjaciół: ?Przecież ty im nic z siebie nie dajesz! Cieszysz się biernie przemiłą atmosferą tego domu i udzielasz w zamian swojej sympatii i towarzystwa. To o wiele za mało!" Sam zawiózł tam reprodukcje różnych Francuzów - pamiętam dwugłos, jaki wygłosiliśmy ku chwale Seurata. Zaczynał z zapałem dyskusję od abc, tłumaczył wszystko od początku. Skutek był taki, że w domu, gdzie ze ścian spoglądały portrety Pochwal-skiego i Laszló, a był też Bacciarelli i Lampi, i czcigodny Mierevelt - młodą generacją nagle wstrząsnęli nieżyjący już od półwiecza Seurat, Cezanne i van Gogh.
 
Projektowanie stron Kielce | |