|
Wszyscy ci rozmówcy spotykają się przed obrazem Matejki w wąskim gardle naszej sztuki. Taki dzisiaj trend: nie ma miejsca na inne, nie ma miejsca nawet na jego poszerzenie, wzbogacenie. Toteż kiedy słyszę, jak znakomity profesor, który wyjątkowo dobrze zna i rozumie nasze malarstwo, mówiąc mądrze i z podziwem o Malczewskim rzuca zarazem wzgardliwą uwagę
0 ?miłośnikach martwej natury" - robi mi się nieprzyjemnie. Kiedy widzę, jak wybitny krytyk, słusznie rozsierdzony postkapistowskimi malowankami
1 zarazem hucpą pseudonowoczesności, grzmi apokaliptycznie na taką sztukę i chciałby rozniecić w artystach ognie wewnętrzne, dobyć z nich autentyczny ich głos, ale jednocześnie traktuje analityczne zainteresowanie dla wartości, które odróżniają dzieło sztuki od kiczu, jako dekadenckie sma-koszostwo - robi mi się nieprzyjemnie. Kiedy natomiast zauważam, jak Wiesław Juszczak w swojej książce o Wojtkiewiczu, sprawnie choć zawile posługując się współczesną, postnadrealistyczną akrybią literacko-ikonolo-giczną, analizuje w czwartym rozdziale obrazy Wojtkiewicza z finezją nie do pomyślenia przed kapizmem - bardzo się cieszę. Wszyscy ci panowie przeszli tak czy inaczej przez krąg tych wartości, które do naszego myślenia
|